FILMOWO: Moon 2010-12-18 19:37:23

W momencie posuchy na „scenie” science fiction, naprawdę przyzwoita rzecz. A to, że w co drugim tekście na temat filmu Jonesa pojawiają się takie nazwy jak Solaris czy kubrickowa Odyseja, należy traktować bardziej jako komplement.
Sporo tutaj „niespodzianek”. Zarówno jeżeli chodzi o szybkie rozstrzygnięcie kwestii klonowania i nie bawienia się w męczące sytuacje incepcyjno-fightclubowe, jak i o przyjazne nastawienie dobrodusznego komputera z głosem Kevina Spacey'ego, stojącego w jawnej opozycji do swojego „kuzyna” znanego z Diabelskiego Nasienia. Film koncentrujący się na jednostce, na tęsknocie, na rozczarowaniu, na korporacyjnym kłamstwie. Udany, kameralny debiut syna Bowiego. Zabrakło trochę efektu klaustrofobii, ale oglądałem z "zadowoleniem".



skomentuj (0)

FILMOWO: Droga 2010-12-11 01:19:19

Post-apokaliptycznego wizja świata, jakże daleka od fajerwerkowego Pojutrza czy by nie szukać daleko w czasie, 2012, stworzona na potrzeby filmu wydaje się "atrakcyjna". Wystylizowany Viggo też wywiązuje się ze swojego zadania, pewnie dzięki "obieżyświatowemu" doświadczeniu, dobrze. Problem rozpoczyna się na wysokości retrospekcji gdzie pojawiająca się tylko przez chwilę Theron drażni. Podobnie z klimatem, który niby jest ok, ale taki „po amerykańsku”. Ja nie wymagam felliniowego Miasta Kobiet czy Casanovy, ale wystarczy zwrócić uwagę jak to wszystko odbywa się w rosyjskiej Wyspie. Jak cisza i bycie sam na sam z myślami można przełożyć na język filmu. Trzeba jednak przyznać, że jak na Hollywood jest poprawnie, mimo, że pytania jakie "pojawiają się" w filmie, są pewnie bardziej skonkretyzowane na kartach kultowej już książki McCarthy’ego, dając ciekawsze odpowiedzi lub ich potencjalny brak. Niedługo się przekonam, gdyż zrobiłem sobie prezent do buta.

 

skomentuj (0)

FILMOWO: Dobre Serce 2010-12-10 02:49:05

Jak pisałem w innym miejscu, nowy film Kariego daje radę mimo, że osadzony jest w całkowicie innych realiach niż duńscy Zakochani Widzą Słonie czy islandzki Noi Albinoi. Z drugiej strony, będący stolicą wszystkich freaków Nowy Jork wydaje się naturalnym miejscem dla jego introwertycznych bohaterów, którzy często dopiero po kielichu zaczynają snuć swoje opowieści. To właśnie Ci ludzie, z nietypowego marginesu, ze swoimi "zboczeniami", przyzwyczajeniami, zagubieniem i neurotyzmem, stanowią o sile filmu.


Fajtłapowaty Lukas, grany znakomicie przez znanego z Małej Miss, Dano, zgorzkniały, nieco rourke'owaty, zniszczony przez życie i siebie samego Cox, ulotna i jakże prawdziwa, względem millionowej Milli, April - Isild Le Besco, a do tego bywalcy baru i ich „totalne” rozmowy oraz cisza, znanego chociażby z Jabłek Adama czy Zakochanych, Nikolasa Bro.
Oglądając knajpiane sceny, słuchając prawd życiowych Żaka, można było poczuć, że nie jest się samemu na tym świecie i że ten margines, nie musi oznaczać bezdomności czy menelstwa. Film trochę jak z piosenek Waitsa sprzed ponad trzech dekad.

skomentuj (0)

KSIĘGA GOŚCI